Po co to kupiłam #34 - Spowiedź materiałoholiczki - cz. I

19:13

Nie mam się w co ubrać. Szafa pełna, ale... - znasz to? To do zacerowania, to zbyt krótkie, to niewygodne, tego koloru mam za dużo, w tym źle wyglądam, ale szkoda oddać. W okolicy świąt Bożego Narodzenia spojrzałam krytycznie na masę ciuchów (tych szytych przez siebie też) i musiałam sobie to powiedzieć: po co Ty to trzymasz?! Postanowiłam wypowiedzieć sama sobie wojnę, by w końcu poczuć się dobrze ze sobą. To samo musiało spotkać zachomikowane w pracowni zapasy tkanin i ubrań do przeróbki.


W szale wyrzuciłam w domu wszystkie rzeczy z półek i wieszaków na podłogę. Zaczęłam odkładać ubrania, których nie noszę, które są absolutnie nijakie, "nie moje", w kolorach w których źle wyglądam i w których źle się czuję. W efekcie zostało mi w szafie kilka t-shirtów, 3 letnie sukienki, 2 cieplejsze kiecki, 2 ciepłe swetry i 2 pary krótkich spodenek. Rozsądek kazał zatrzymać 2 pary legginsów, aby mieć w ogóle co na tyłek włożyć. Odgruzowałam rzeczy z czasów studiów, z uśmiechem wygrzebałam ubrania po mojej Mamie i Babci. Widzisz tą spódnicę, którą mam założoną na zdjęciu powyżej? 9 lat temu na pewno siedziałam w niej na jakimś wykładzie ze sztuki średniowiecza. Joanno, poczuj wiatr w plecy! 

Zastanawiałam się czy ten post nie zostanie odebrany jako babski lament, ale uznałam, że to jak wyglądamy jest nie tylko odzwierciedleniem, tego co mamy w głowie i wpływa na to jak widzą nas inni, ale może stać się problemem, który wpływa na nasze samopoczucie. "Nie mam się w co ubrać", tak często powtarzane przez kobiety, jest bagatelizowanym hasłem i pigułka w postaci zakupów nie musi wcale rozwiązać problemu - to, że nie masz się w co ubrać z czegoś musi wynikać. Ja wiem, że gromadziłam zbyt dużą ilość rzeczy, które wyglądały dobrze na kimś innym a nie na mnie, rzeczy, które nie pasowały do siebie nawzajem i które miały być bazą do rzeczy, które na pewno kiedyś uszyję. Zacznijmy od początku. 

Rękodzielnicza pułapka

Wyrwanie się z nieprzemyślanego i/lub spontanicznego kupowania zbyt dużej ilości ubrań w ogóle jest trudne, ale myślę, że prawdziwe wyzwanie zaczyna się w przypadku osób szyjących. Za krótkie? Co z tego - doszyję kawałek. Zakładka zbyt płytka - dopasuję. Zmiana koloru zamka, doszycie kieszeni, podłożenie, zwężenie - nie ma problemu, kupuję tą sukienkę, bo to jest TO, tylko wymaga dopieszczenia! I co? Jajco! Umiejętność daje nieograniczone możliwości, bo przecież - czasem z zaciśniętymi zębami, ale jednak - możesz uszyć i przerobić WSZYSTKO na tyle, na ile pozwoli Ci maszyna. Chcesz mieć swój własny niepowtarzalny styl? Przecież z maszyną do szycia to jest możliwe do osiągnięcia! Częściej chyba jednak ta fantastyczna umiejętność okazuje się pułapką. Przez lata gromadziłam masę rzeczy, niektóre z nich naprawdę wymagały mikroprzeróbki, a jednak nieraz zabrakło chęci, czasu, pomysłu - minął sezon, dwa, dziesięć, zaczęłam lubić inne kolory, zmieniłam tryb życia i ruszenie palcem w kierunku tej rzeczy nie ma już sensu. Doszłam do momentu, w którym ktoś wpadał do pracowni i otwierał oczy ze zdumienia, że mam tyle skarbów materiałowych. Ja się śmiałam, że mogłabym otworzyć swój prywatny lumpeks. W zasadzie takie żartowanie było zamiataniem kurzu pod dywan, bo czy naprawdę jest z czego się śmiać w momencie, kiedy zagracasz swoją przestrzeń i sobie z tym nie radzisz? Rękodzielnik ma krótko mówiąc przerąbane, bo przecież wszystko może się przydać - jak zachować balans? 

Zaczęło się od tej kupki. Mimo, że na bieżąco ubywało rzeczy, to jej wielkość powiększyłam parokrotnie.

Jak wpadłam w bezstylową dziurę?

Zawsze nagromadzałam w szafie masę ciuchów typu basic (bo koszulki i topy do wszystkiego pasują) i masę szarych ciuchów (bo też do wszystkiego pasuje) z myślą, że doszyję do nich odjazdowe spódnice. Proste ciuchy, pasujące do wszystkiego, kosztujące max. 2 zł w lumpeksie lub 10 zł z wyprzedaży sklepowych. Odkąd zeszłam się z moim obecnym Mężem zaczęłam bardzo dużo chodzić, jeździć na rowerze - spódnice, sukienki i trzewiki szybko poszły w odstawkę. Ciuchy nie musiały być już estetyczne - w każdej chwili chciałam móc wsiąść na rower lub ruszyć w błotnistą ścieżkę. Bluza, buty trekingowe, podziurawione legginsy - wszystko znoszone do granic wytrzymałości. Szczerze mówiąc często było mi wstyd do ludzi wyjść. Co z tego, że mam do przerobienia masę sukienek w momencie, kiedy nie mam do nich ani jednej pary butów innej niż sportowe? I tak rzeczy na półkach się kurzyły, a te w szafie zużywałam. Przestałam się sobie podobać, a każde wyjście gdzie indziej niż do Przyjaciół było zagwozdką. Konto ziało pustką, a wypracowane latami skąpstwo szybko pokazało swoje ograniczenia. Kiedyś przyłapałam Mamę jak stojąc przed szafą śpiewa pod nosem "u drzwi Twoich stoję Panie.. " - w tej szafie Mama ma chyba naprawdę wszystko, ja o swoich rzeczach nie mogłam tego powiedzieć. 

Cykl "Po co to kupiłam?!"

Seria postów miała być w moim zamyśle próbą zmierzenia się z chomikowanymi rzeczami i próbą rozkręcenia bloga na nowo. Śledząc cykl na bieżąco mogliście sami zobaczyć jak różne to były rzeczy - drogie i tanie, kupione chwilę wcześniej i leżakujące 5 lat, z pomysłem i bez. Wszystko skupulatnie odkładałam, a stworzenie osobnych półek w pracowni na materiały i rzeczy "po co to kupione" pozwoliło mi na bezkarne gromadzenie WSZYSTKIEGO. W efekcie przez ostatnie półtora roku uzbierałam masę nowych rzeczy, powstało też sporo ciuchów, które uszyłam niepotrzebnie. Po zderzeniu się z moją szafą dużą większość z nich zdecydowałam się oddać znajomym. Dlaczego? Narzucony przeze mnie tryb 1 rzecz na 2 tygodnie okazał się czasem nie do przeskoczenia i siadałam na szybko w czwartek, piątek rano, aby coś Wam pokazać, przecież muszę, bo sobie narzuciłam. Nie chciałam Was zawieść, więc bywało, że szyłam bez większego zastanowienia: czy mi jest to potrzebne? czy dobrze wyglądam w tym kroju? czy to będzie wygodne? Podczas porządków zauważyłam, że zbierałam masę materiałów, które wyglądają ładnie na półce, ale na mnie - niekoniecznie. Proste kroje, byle zdążyć - zaganiałam się sama czasem pod ścianę. Z jednej strony pokazałam sobie i Wam, że czasem nie trzeba dużo czasu i pomysłu, aby stworzyć zupełnie innego. Teraz jednak wiem, że warto przemyśleć sprawę, aby to naprawdę było TO. Część tak uszytych rzeczy oddałam (np. bluzy w miśki i turkusową) nawet bez cienia myśli "szkoda mi, przecież sama to zrobiłam" - po co mają się teraz kurzyć w szafie, skoro wiem, że uszyłam je porządnie? Kilka rzeczy wymaga jeszcze drobnych przeróbek. Potraktuję je jako nauczkę. Czas na przemyślane działania! Tu nie chodzi przecież o to, aby zrobić w ogóle, tylko o to, aby zrobić mądrze. Dlatego kolejne posty i efekty serii na pewno będą inne. Chciałabym wrócić do co dwutygodniowego trybu, ale wolę złotą zasadę "albo szybko albo dobrze". Porządki i potrzeba gruntownego przemyślenia planu działania spowodowały przerwę w serii postów. Wiem, że zrozumiecie.

Odgruzowanie szafy w domu zakiełkowało kopem w tyłek: no kobieto, to teraz naprawdę nie masz się w co ubrać! Ale nie będę kupować - uszyję to. Od dawna brakowało mi spódnic, sukienek, koronek, lnianych ubrań. Tego, jak ubierałam się dawniej, co wieloletni Czytelnicy bloga na pewno pamiętają. Doszło do mnie w jakich kolorach i krojach czuję się najlepiej, kobieco - i na pewno nie są to już workowate bluzy. Pomyślałam o swoich mocnych stronach i o tym jak je podkreślić. Odpowiedź na moje potrzeby leży w moim stosie gromadzonych przez lata rzeczy - muszę je tylko wyłuskać, poświęcając temu więcej czasu niż do tej pory. Nie mam pojęcia jak mogłam aż tak daleko odbiec od wybieranych kiedyś intuicyjnie krojów, kolorów i materiałów. Mając w głowie ten filtr postanowiłam zakasać rękawy i dokonać rewolucji w kącie z chomikowanymi rzeczami w pracowni tak jak rozprawiłam się ze swoją szafą w domu. "Po co to kupiłaś?!" to jedno, ale "po co Ty to teraz trzymasz?!" do druga sprawa. Włączam tryb "SLOW FASHION".

cdn.


Uf, udało się! Doczytałaś/eś do tego momentu, do którego nie wierzyłam, że napiszę ten post. Strasznie wbrew pozorom trudno było mi ten tekst skleić i przyznać się uroczyście przed sobą i teraz Wami do tego, że moje chomikowanie absolutnie nie miało sensu, skoro niektóre materiały zdążyły przewędrować ze mną przez 3 lokalizacje pracowni.

O tym, jak przeszeregowałam hordy tekstyliów przeczytacie TUTAJ.
Przygotowałam Wam propozycję schematu działania!

Wasza Joanka

- - - - ✂️- - - -

PO CO TO KUPIŁAM to akcja, którą zainicjowałam po tym, gdy odkopałam spod fury kurzu mój stos ubrań, rzeczy do przeróbki i materiałów kupionych tylko po to, by "kiedyś" coś z nich uszyć. Okazało się, że zachomikowałam ponad 100 rzeczy do przeróbki - czas się nimi zająć! Celem akcji jest regularne uszczuplenie rzeczy czekających "na potem". Mój cel to 1 rzecz na 2 tygodnie, efekty prezentuję w co drugi piątek na blogu. Też jesteś typem chomika? Zachęcam, przyłącz się do ruchu oswobodzicieli szaf, kątów, strychów i piwnic!

Szczegóły akcji: KLIK
Chcesz zobaczyć moje efekty? Zapraszam - KLIK!
Zapraszam też na naszą grupę na Facebook`u: KLIK - nie tylko dla szyjących! ;)

You Might Also Like

28 komentarze

  1. Podziwiam determinację. To nie jest takie łatwe zrobić MĄDRĄ reorganizację swojej szafy. Sama mam z tym problem. Ja niestety nie umiem szyć ubrań, ale problem rękodzielnika - zbieracza też mnie dotyka, choć w innym trochę temacie.
    Trzymam kciuki, uważnie się przyglądam i mam nadzieję uda mi się wyciągnąć mądre wnioski i znaleźć w sobie siłę do zmian.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, efekt szokowy u mnie zadziałał! Przy okazji dokonaliśmy też z Mężem gruntownych porządków w domu - chęć odgruzowania się z niepotrzebnych rzeczy objął więc wszystkie obszary i miał sens. Czuję, że to nie jest jednorazowy zryw, mam ochotę się tego mądrego porządku trzymać - tym bardziej polecam, idealnie oczyszcza głowę. Już widzę też w sobie dobre nawyki - chociażby banalne odkładanie rzeczy na swoje miejsce i nie przyjmowanie materiałów/przydasiów, które naprawdę się przydadzą do konkretnej realizacji (najwyżej zostawiam sobie trochę koralików czy włóczki, a nie całą siatę). Rękodzielnik ma zawsze trudne pole do działania w zakresie zbieracza, bo nigdy nie przewidzisz :)

      Usuń
  2. Brawo Joanko ! Za odwagę i śmiałość z jaką ten tekst napisałaś. Powiem szczerze, że dla mnie Twoje tempo przerabiania rzeczy w trybie cyklu " pocotokupiłam" było iście szalone ! Sama staram się szyć w bardzo przemyślany sposób, by ubrania które stworzę nie wisiały smętnie w szafie, ale , nieskromnie powiem - mnie zdobiły :)
    Więc kibicuję Ci jak najbardziej, byś w rytmie slow fashion szyła same piękne i przydatne rzeczy. Takie, które uszyjesz z uczuciem radości, i z równie podobnym uczuciem będziesz je później używała! :) A blogowanie - niech będzie przyjemnością samą w sobie, nie przymusem. Kurdę, trochę jak życzenia noworoczne mi wyszło ;) Nic to , niech tak więc będzie ;-) Pozdrawiam, Natalia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często ten tryb był zbawczy! Niektóre przeróbki kiełkowały mi w głowie w ciągu tych dwóch tygodni i miałam motywację, aby w końcu usiąść i poświęcić tą godzinkę-dwie-trzy na szycie, inaczej mogłabym się za nie nie zabrać. A, że nie ukrywam, mam wprawę, więc bez problemu siadam szybko i konkretnie do szycia. A i moje pomysły nieraz mnie samą zaskoczyły! A samo szycie zawsze jest frajdą :) Część powstałych rzeczy noszę w kółko, dobrze, aby było takich więcej. Mimo, że szyję codziennie czasami to wiem, że jakbym miała wybór to bym odpuszczała, by bardziej celebrować powstawanie rzeczy dla mnie, na spokojnie, ale wtedy ta seria miałaby pewnie 2 posty na rok ;) Plan jest taki, aby to zbalansować i tego się trzymam. Dziękuję za życzenia, oby tak wyszło! :)

      Usuń
  3. Trzymam kciuki!
    Zaiste, godna to walka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! W zasadzie to walka, w której można tylko wygrać, więc możecie spodziewać się masy happy endów :)

      Usuń
  4. Cześć,
    Trudna decyzja, ale konieczna. Chyba każdy w pewnym momencie do niej dojrzewa. Ja porządek w szafie zrobiłam trzy lata temu. Wszystko znoszone do kosza, a co było za małe oddałam dla biednych. Od tego czasu nie mam problemów z miejscem w szafie. Co pół roku, gdy zamieniam miejscem garderobę letnią z zimową, robię dokładny przegląd i nadmiar oddaję. Mam dokładnie to co potrzebuję i od razu wiem czego mi brakuje.
    Pozdrawiam,
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam, do teraz mój punkt docelowy! Ja zwykle podobnie robiłam przegląd przed latem i zimą, ale miałam zbyt słabe sito odsiewające. A skąpstwo i wiara we własne możliwości szyciowe doprowadziło do katastrofy ;) Ale czuję, że to odgruzowanie to początek super przygody!

      Usuń
    2. No pewnie, że tak! Teraz dopiero będziesz mieć fajnie, bo mam masę rzeczy do uszycia :)
      I mam też jedno pudełko w szafie, w którym mam kilka rzeczy do przeszycia. Też muszę się kiedyś za niego zabrać. ;)

      Usuń
    3. Działaj Kasiu, powodzenia! :)

      Usuń
  5. Agnieszka21/1/18

    Zmiana na pewno się przyda, i to nie tylko w kontekście ciuchów nadających się do noszenia, ale też dla odświeżenia umysłu. Już i tak osiągnęłaś w tym cyklu godną podziwu konsekwencję.

    Gdzieś kiedyś słyszałam, że należy pozbyć się ciuchów, których nie nosiło się przez 2 lata - bo już się ich nie założy. Myślę, że coś w tym jest, chociaż sama się nie stosuję. ;) Wyjątek uczyniłabym jedynie dla ubrań na specjalne okazje czy - ostatnimi czasy - takich na srogą zimę. Na szczęście sama jestem w miarę realistką co do swoich umiejętności i nie kupuję np. płaszcza XXL z zamiarem przerobienia na S.

    Nie myślałaś może, żeby takie pojedyncze egzemplarze też wystawiać w sklepie, czy źle by to wyglądało?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, troszkę się zatraciłam w pracowniczym zabieganiu. A umiejętności trochę zgubiły. Co do odsiewania w zasadzie każda zasada jest dobra, o ile przynosi spodziewane, dobre efekty - ale ta do mnie też nie przemawia, bo np. mam masę letnich ciuchów, które uwielbiam, a czasem prostu nie mam jak założyć, bo lato jest zimne ;)
      Co do sklepu - nie ważne jakby to wyglądało ja bym się źle z tym czuła. Na szczęście mam wypracowany wyraźny podział i wewnętrzną dyscyplinę: dzielę rzeczy w pracowni na "swoje" i "firmowe" - w firmowych też przeprowadziłam osobny, analogiczny porządek. Staram się ich nie mieszać dla higieny głowy i pracy. Te opisywane powyżej i w ogóle w serii dotyczą tylko "mojej" działki ;)

      Usuń
  6. Wszystko co napisałaś powinnam sama częściej stosować. Ciuszków się pozbywam, lecz pozbyć się materiałów leżących , niektóre i 10 lat nie mam serca wyrzucić lub komuś oddać..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najcenniejsze sobie zostawiłam, ale opiszę to szerzej w kolejnym poście. To jest równie oczyszczające jak wietrzenie szafy z ubraniami, polecam! Może szycie charytatywne? Można pomóc w ten sposób sobie i innym :)

      Usuń
  7. Mimo wszystko mnie ta seria wpisów zainspirowała do zdobienia czegoś podobnego u siebie. Mam jeszcze kilka niedociągnięć, mam w planach nauczenie się jeszcze kilku rzeczy by to udoskonalić, ale najważniejsze, że zaczęłam. Podoba mi sie tryb slow fashion 😃 i kibicuję Tobie szczerze. Czekam na niusy ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ekstra, o to chodzi! A metoda małych kroczków, byle do przodu jest fantastyczna! Bardzo mnie to cieszy, że seria doprowadziła mnie do takiego niespodziewanego momentu, który może wyjść tylko na lepsze - cieszę się, że nie tylko moje działania, ale i moje przemyślenia wynikłe z takiego stanu rzeczy, mogą inspirować :)

      Usuń
  8. Masz rację, nie jest łatwo powiedzieć sobie dość :) na szczęście szał kupowania ubrań do przeróbek dość mnie ominął, ponieważ zaczęłam zauważać, że potrzebuję inwestować zbyt wiele czasu w profesjonalne przerobienie danej rzeczy. A, że krawiectwem odzieżowym nie zajmuję się na co dzień, toteż żal było marnować czasu :) Jestem przekonana, że Twój wpis pomoże wielu dziewczynom wydostać się z przeróbkowego odmętu <3 Pozdrawiam ciepło !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam taką nadzieję :) Nowych rzeczy nie kupuję od dawna (o tyle dobrze, a i seria w tym pomogła), raczej przyjmuję od rodzinnych i znajomych dawców, ale i z to trzeba w końcu uporządkować!

      Usuń
  9. Joanko, czasami pewne rzeczy dzieją się w określonym czasie i miejscu...
    Od kilku tygodni, może dłużej biję się z myślami na temat jaka byłam kiedyś, jaka jestem teraz. O tym, że ,szmaty' zdominowały moją przestrzeń życiową pod wieloma względami, o tym że mam dość wiecznego oszczędzania na sobie (po co nowy sweter, skoro tylko do pracowni ;) ). Kurcze, dziękuję Ci za ten wpis - BARDZO.
    Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Wszystko dzieje się po coś, a na początku czegoś totalnie nowego jest wielki wybuch ;) Też tak mam właśnie... (może to kryzys 30stki?). Trzymajmy za siebie kciuki, bo warto przecież czuć się dobrze ze sobą i dobrze jest sobie to uświadomić!

      Usuń
  10. U mnie podobna sytuacja. Co prawda moje szycie to na razie bardzo prymitywne działania ale zostawiam i przygarniam wszystko bo przecież misia i kolejną poszewkę na poduszkę ze wszystkiego można uszyć 🙈
    A z ubraniami to już w ogóle padaka. Aktualnie jestem matką karmiącą więc chodzę w 4 ciuchach na krzyż które mi to wygodnie umożliwiają. A cała moja szafa to w większości ubrania w których albo wyglądam tragicznie albo się w nie nie mieszczę (utyło mi się bardzo) i ciągle się łudzę że kiedyś „dojdę do tego” i będzie leżało pięknie😩
    Powodzenia i czekam na ciąg dalszy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to w zasadzie masz problem z głowy ;) Skoro te ciuchy mają Cię teraz dobijać i przypominać jaka nie jesteś to po co je trzymać. Tak bardzo doceniłam to jak dobrze jest się czuć dobrze tu i teraz, też w swoich ciuchach, a nie "kiedyś tam" - dbajmy o siebie, a masz dla kogo! :)

      Usuń
  11. Wiesz? Czytając ten wpis zagryzałam wargę, bo u mnie też trochę tak... Od lat szukam swojego stylu. W 'eleganckim i obcasach' czuję się jak przebieraniec, w bluzach czuję się znowu zaniedbana... Po urodzeniu syna poszłam na łatwiznę: jeansy i t-shirt, i jest git! Ale nie jest. Też ciągle walczę ze sobą i swoją szafą... Tak więc życzę nam powodzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję, że budowanie szafy od nowa to będzie super przygoda, również w głąb siebie - tego nam życzę :)

      Usuń
  12. Podziwiam cię! Ja od dawna marzę o zrobieniu takich mega porządków, ale zawsze znajdę jakąś wymówkę - z tradycyjnym "nie mam czasu" na czele! Brawo Ty!

    OdpowiedzUsuń
  13. Brawo! świetna decyzja! odgruzowanie szafy i decyzja o nie szyciu dla samego szycia to były dwie najlepsze decyzje ostatnich lat. Wciąż czasem uszyję coś nietrafionego, ale jednak o wiele mniej tych błędów pojawia się w mojej szafie. Jestem bardzo ciekawa nowych projektów, jestem pewna, że będą jak zwykle bardzo inspirujące :)

    POzdrawiam i życzę samozaparcia,

    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja już mam za sobą porządki w przydasiach - to, czego nigdy nie użyłam i nie użyję pooddawałam innym rękodzielnikom. Odgruzowanie szafy z ciuchami również za mną, najtrudniej było mi się rozstać z ulubionymi, ale zdewastowanymi trampkami (aż dziury w podeszwach miały ;).
    Z materiałami do szycia również się uporałam i... nie było tak źle jak się spodziewałam. Okazało się nawet, że nie mam ich tak dużo. O wiele, wiele więcej nagromadzonych mam właśnie rzeczy do przerobienia (czeka na to nawet stary garnek!). To na pewno będzie czasochłonne porządkowanie i z niektórymi łupami ciężkie rozstanie, ale czasem tak po prostu trzeba, żeby czuć się dobrze i swobodnie w domowych pieleszach. Bez sterty łachów "na później" w każdym kącie pokoju. ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetny blog. Uwielbiam przeglądać blogi tego typu. Jestem pod wrażeniem i na pewno będę częściej tutaj zaglądać ponieważ jest to dla mnie ogromna inspiracja. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad!

Uprzejmie uprzedzam, że wszelkie komentarze wystawiane przez firmy, będące próbą podbicia pozycjonowania swojej strony będą kategorycznie usuwane. Lubię swojego bloga, lubię grzyby, nie lubię pasożytniczych hub!

Facebook

Subscribe