PRACOWNIA W MIESZKANIU - jak sobie radzę z podziałem praca-dom

11:47

Kiedy 4 miesiące temu zapadła decyzja o przeniesieniu pracowni do mieszkania musieliśmy się uprać z pytaniem JAK? Większości osób, z którymi rozmawiałam wydawało się oczywiste, że skoro mamy 2-pokojowe gniazdko to w jednym pokoju będzie "dom", w drugim "pracownia". My postawiliśmy inaczej, kierując się tym w jaki sposób żyje się nam w domu wygodnie, a nie tym, jak od teraz powinniśmy zacząć funkcjonować.


ZWRÓĆ UWAGĘ NA ETAPY, OBSZARY W OBRĘBIE SWOJEJ PRACY - ZGRUPUJ JE I NIE ŁĄCZ W SPOSÓB NIEWYGODNY

Będąc szefem małej firmy rękodzielniczej jestem człowiekiem-ośmiornicą, wykonującym na raz sporo profesji: projektowanie, krojenie, szycie, pakowanie, wysyłka, księgowość, marketing, fotografowanie, zarządzanie sklepem, księgowość (pomijam sprzątanie). To wszystko wymaga sprzętu i miejsca. Wyobraź sobie teraz te czynności jako jeden wielki worek spraw, które trzeba logicznie połączyć w grupy. Jest kilka motywów łączących: nożyce, zeszyt, u mnie jest to... tryb on- i off-line. Doświadczenie nauczyło mnie, że mój podział jest prosty: jedną część zadań wykonuję przy biurku z laptopem/telefonem w ręce, drugą przy stole z maszyną (+ deska do prasowania). To dość normalna procedura, że w miejscu pracy masz wyznaczone stanowiska - tak też jest i u mnie, z tą różnicą, że tym razem postanowiłam te dwie grupy zadań od siebie odseparować, by być jeszcze bardziej efektywną. Dlatego postawiliśmy na inny układ niż wiele osób zakładało: pracownia w sypialni i biuro w pokoju. 

NIE PRACUJ W ŁÓŻKU!

Bo to niezdrowe, to wiemy. Podczas pracy powinniśmy się koncentrować w pełni na zadaniu i nie uda się nam to w miejscu, które mózg kojarzy z wypoczynkiem. Z tego powodu powinniśmy unikać nauki lub pracowniczych obowiązków w naszych pieleszach. Wyeliminowanie możliwości rozwalenia się z laptopem w łóżku mocno upraszcza sprawę, ale dlaczego uznałam, że wniesienie tam maszyn będzie OK? Odkąd wprowadziliśmy się do naszego mieszkania 3,5 roku temu ustaliliśmy wspólnie z Mężem zasadę: ZAKAZ WNOSZENIA LAPTOPA DO SYPIALNI i oboje się tego trzymamy. Dzięki temu jeśli robię coś przy laptopie to pracuję w zupełnym oderwaniu od łóżka, które po pracy pełni swoją normalną rolę, ale też od w oderwaniu od mediów. Przesunęliśmy łóżko w taki sposób, że stanowi odrębną przestrzeń, poza sferą maszyn. I mimo, że sąsiadują ze sobą to nie czuję się w nim jakbym nocowała w miejscu pracy - to osobny pokój w pokoju. To nasza baza i przystań off-line.

Takiego porządku staram się trzymać, podczas pracy panuje tu momentami chwilowy karambol, ale jest w pełni kontrolowany i codziennie sprzątany ;) 

OGRANICZENIE ROZPRASZACZY

Warto sobie zdać sprawę, co rozprasza Cię w pracy najbardziej. U mnie są to: włosy opadające na twarz, luźne rękawy i - przede wszystkim - telefon i laptop. O ile dwa pierwsze szybko można skorygować, tak dwie przeszkadzajki w postaci sprzętu wymagają taktycznego podejścia. Na szczęście zasada ZAKAZ WNOSZENIA LAPTOPA DO SYPIALNI mocno w nas wrosła i dzięki temu w naturalny sposób pozbawiłam się możliwości znoszenia laptopa do pracowni umieszczonej w sypialni. Swój telefon też zostawiam najczęściej na drugim końcu mieszkania i podchodzę do niego wyłącznie, kiedy dzwoni. Mam czystszą głowę. Zamiast wybijać się co kilka minut z rytmu, by sprawdzić (wiecie jakie to potrafi być odruchowe!) czy ktoś polubił moje zdjęcie, czy ktoś odpisał. Teraz robię to hurtem 2-3 razy w ciągu dnia, a nie za każdym plumknięciem telefonu. Argumentem jest też to, że nie chce mi się ruszyć tyłka i oderwać od szycia ;)

Zanim przeniosłam się do domu z pracownią miałam "część biurową" nieopodal maszyny. To skutkowało tym, że ilekroć szłam do toalety czy nalać wody do czajnika zahaczałam mimowolnie o laptop i nagle bach: mail do odpisania, jakiś komentarz, ktoś o coś pyta i ciach - znikałam na 10, 20 minut, godzinę, dwie. Dlatego tak ważne jest dla mnie odcinkowe odcięcie się od internetu. Nie miałam nawyku ignorowania, nawet przy wyciszonych dźwiękach.

W sypialni poza łóżkiem i szafą z ciuchami, które są słabymi rozpraszaczami, mogę się skupić.  W pracowni skupiam się na szyciu, a sprawami internetowo-sklepowo-mailowymi zajmuję się w pokoju, gdzie mam rozłożone stanowisko papierologiczne, w którym króluje laptop. Tu też mam zmagazynowane produkty i tutaj pakuję je do wysyłki. Przez lata wypracowałam sobie mocną dbałość o granicę praca-dom, więc nawet przecedzenie jej przez warunki domowe nie spowodowało zmian, ale muszę się pilnować. W moim przypadku bardziej sprawdził się nie podział na miejsce "do pracy" i "miejsce do życia", ale pracę "związaną z mediami" i "czysto rzemieślniczą", odciętą od internetu i sygnałów z telefonu. 

moje "biuro"
Ach! Zapomniałam o domowych rozpraszaczach, które na mnie czyhają! Wędrując po mieszkaniu natrafiam na miliony spraw, które mogłyby mnie wybić ze skupienia: brudne naczynia, wysypujące się pranie, okno usyfione, żwirek rozsypany przez kota, kibel wołający o pomstę do nieba! Olewam to - jestem w pracy, zajmę się tym PO PRACY. Chyba, że bardzo mocno potrzebuję odskoczni, zresetowania w celu odświeżenia myśli to chętnie łapię za gąbkę i szoruję gary, ale tylko pod warunkiem, że sama tego chcę, a nie dlatego, że muszę, bo.... (wpisz argument). 

Mam to szczęście, że kiedy wyeliminuję rozpraszacze jestem w stanie się skupić do tego stopnia, że potrafię nie słyszeć Męża, kiedy do mnie mówi. Co gorsza, ja mu nawet odpowiadam, z czymś się zgadzam i dzieje się to totalnie poza moją świadomością! Kiedy pracuję, pracuję na maxa, w samotności z własną głową. 

W PRACY PRACUJĘ

Wstaję z łóżka, ogarniam się i rozpoczynam pracę. Zaczynam od kubka kawy, yerby, herbaty, soku - czegoś na co mam mocną ochotę i siadam z kartką i długopisem, by zaplanować dzień. Tu startuję. Nie ma mowy o siedzeniu na gaciach, kawkowaniu z koleżankami, bieganiu w ciągu pracy po mąkę, bo się skończyła, o domowym śmiganiu w szlafroku - ja tak nie umiem i przyznam, że nie wiem jak osoby pracujące w domu potrafią balansować na linii domowego komfortu z pracą na luzie. Po włączeniu trybu "praca" pracuję, dbam o wyraźne odcięcie, bo wiem, że tylko dbałość o tą granicę i samodyscyplina pozwala mi na maksymalną efektywność. Później praca przechodzi w głowie w tryb OFF i zajmuję się sobą, domem i najbliższymi. Jeśli trafiam na dzień, który jak mur nie pozwala mi jakkolowiek iść do przodu z pracą to skupiam się na czymś innym (spacer, obowiązki domowe), stroję strunę i wracam do roboty.  

PÓŁKI, PÓŁKI, DUŻO PÓŁEK!

Czasami myślę, że ciągoty w stronę zagraconych pomieszczeń, przestrzeni, w której panuje duża ilość małych rzeczy z duszą, ratują mnie w sytuacji posiadania pracowni i nie karzą czuć się źle, kiedy dookoła panuje chaos. Bliżej mi do nieposprzątanego skansenu, niż minimalistycznego wnętrza. Upchnięcie pracowni 33m2 w mieszkaniu 50m2 było porządnym wyzwaniem, ale uszczuplenie zapasów (o którym wspominałam opowiadając o plusach i minusach własnej pracowni) pokazało, że po pierwsze - można w ogóle dopuścić myśl, że zasoby można uszczuplić, bo część naprawdę niepotrzebnie się kurzy, i dwa - że się da to zrobić! Reorganizacja mieszkania wymagała uzbrojenia ścian w masę półek i dodatkową ogromna szafę. Staraliśmy się działać po kosztach, ale na tyle, by efekt grał z naszą estetyką. A że oboje lubimy pozwalane półki, więc wszystko gra!

Niezawodna Juki HZL-F600

- - - - ✂️- - - -

Początkowo kwestia zorganizowania zaawansowanej pracowni w mieszkaniu wydała mi się szaleńczym pomysłem, ale jak chichot losu pokazał - teraz zastanawiam się dlaczego nie doszłam do tego wniosku wcześniej! Rozdzielenie zakresów pracy w obrębie szycia i "spraw biurowych" (zarządzanie sklepem internetowym, kontakt z Klientami, pakowanie, wysyłka) zdaje egzamin i cieszę się, że rozgraniczyłam je na dwa dwa pokoje, a nie podział naszych kątów na część do pracy i część do mieszkania. Reorganizacja wyszła nam na plus - wszystko w domu ma swoje przypisane miejsce (wcześniej mieliśmy z tym kłopot), sprzątamy regularniej, bo mieszkanie potrafi się szybko wymknąć spod kontroli, jeśli bałagan trwa dłużej niż 2 dni. Możliwość pracy w różnych punktach losowo, skupiając się na działaniu off-line i on-line, jest w moim wypadku fantastyczna - nie siedzę na jednym przypisanym krześle, wciąż kursuję po domu. Zwykle spotykałam się z sytuacją, że osoby skupiają w jednym miejscu wszystkie czynności, ale wiecie, że jestem uparciuchem. Gdybym władała większym metrażem podeszlibyśmy do sprawy na pewno inaczej, ale ten układ wydaje mi się na chwilę obecną najbardziej sensowny i najbardziej efektywny. I puenta wydaje mi się jedna: ta sytuacja nauczyła mnie jeszcze większej dyscypliny, pozwoliła docenić co mam, jak umiem funkcjonować i co najważniejsze - że nie warto poruszać się utartymi schematami, tylko działać zgodnie z sobą.

Co nie zmienia faktu, że nadal marzę o domu z ogródkiem!

Jak to wygląda u Was? W jaki sposób zakreślacie podziały we własnych pracowniczych i domowych kątach? 

Pozdrowienia,
Joanka

You Might Also Like

13 komentarze

  1. U mnie od lutego wszystko jest w fazie "do dopracowania". Większość materiałów i rzeczy do przerobienia trzymam w kufrach w sypialni, maszyna do szycia stoi na biurku w pokoju/salonie, tylko biedny overlock nadal jest zamknięty w szafie i czeka na swoje miejsce. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy24/4/19

    witam Pania:) ja doswiadczona i emerytowa krawcowa jestem na etapie
    urzadzenia sobie funkcjonalnej pracowni krawieckiej:)
    i bardzo chetnie skorzystam z Pani podpowiedzi zycze mnostwo pomyslow













    dobre zagospodarowanie miejsca to juz sukces:)

    zycze mnostwo pomyslow i ich realizacje:)
    i wiem, ze to ciezka praca pozdrawia emerytowana doswiadczona krawcowa:) Irena.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Pani Ireno! :) Życzę powodzenia w urządzaniu nowego kąta, oby szycie cieszyło jeszcze bardziej! :)

      Usuń
    2. Anonimowy27/4/19

      dziekuje bardzo :) pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Gosia24/4/19

    Hej :) fajny wpis :)
    Ja też od kilku miesięcy pracuję w domu i przyznam, że też walczę z rozpraszaczami, najgorszy to u mnie telefon, ale praniem i takimi innymi rzeczami też potrafię się przejmować. Ale mam wrażenie, że z tygodnia na tydzień jest lepiej i można nauczyć się nierozpraszania tymi rozpraszaczami ;)
    Pozdrawiam i życzę owocnej pracy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, kroczkami, byle do przodu! Powodzenia Gosiu!

      Usuń
  4. Cóż, moja pracownia mieści się...w szafie wnękowej :D Jedna jej komora to biurko z maszyną i półki i półeczki z tasiemkami i dodatkami kaletniczymi oraz drukarka. Jest to naprawdę mini pracownia z minibiurem, w moim normalnym pokoju ale plus jest taki, że szafę zamykam i po pierwsze nie widać nieładu artystycznego, po drugie, żadnej nitki nie zaatakuje kot, po trzecie mogę się po pracy wyłączyć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie małe miejsca mają swoje plusy! Kiedyś miałam pracownię oddzieloną regałem od części pokoju i czułam mocny komfort wiedząc, że nikt nie musi oglądać mojego nieładu artystycznego ;)

      Usuń
  5. Muszę powiedzieć, że zupełnie nie spodziewałam się takiego "podziału" przestrzeni, zupełnie wyłamaliście się ze standardów, ale tak jak to opisujesz, wydaje się to być dla Was optymalnym rozwiązaniem.
    Tak myślę, że u mnie by chyba nie przeszło zrobienie "biura" osobno i "szycia" osobno. Ja szyję tylko hobbystycznie ale też zawsze mam wtedy włączony laptop, bo często oglądam coś przy szyciu (np. film) albo słucham podcastów z YT. Ja po prostu nie umiem "tylko" szyć, ale chyba część osób tak ma, moja teściowa np. zawsze do filmu bierze jakieś dzierganie ;-) Myślę jednak, że gdyby moje szycie wymagało tak dużego skupienia jak u Ciebie, to myślę, że taka opcja z rozdzieleniem mediów od szycia byłaby genialna.

    Tak BTW. czy piłka sprawdzi się tez do pracy przy komputerze? Próbowałaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak też jest, ale mam pełną świadomość, że nie u każdego to zagra i nie każdemu pozwoli na to przestrzeń i wewnętrzna organizacja. Ja akurat nie umiem nawet muzyki słuchać (tzn. ona leci sobie, ale je jej nie rejestruję w ogóle, a co dopiero mówić o filmie ;) ). Nawet audiobooki u mnie odpadają niestety... ).
      Pewnie, że piłka się sprawdzi! :) Jeśli masz miejsce wypróbuj koniecznie, jeśli nie to są specjalne nakładki na krzesła imitujące piłki i działają ponoć równie skutecznie!

      Usuń
    2. Super, myślę o piłce od dłuższego czasu - i do szycia i do pracy przy komputerze. W tym mieszkaniu już nie wcisnę, ale będę wiedziała czego szukać po przeprowadzce :-))

      Usuń
  6. Cześć,
    Szacun! Ogarnięcie pracowni na takim metrażu to sukces. Podziwiam Cię i bardzo się cieszę, że udało Ci się tak fajnie zorganizować.
    Pozdrawiam,
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To było jedyne sensowne zagranie w moim przypadku i jak widać wszystko można jeśli się chce :D

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad!

Uprzejmie uprzedzam, że wszelkie komentarze wystawiane przez firmy, będące próbą podbicia pozycjonowania swojej strony będą kategorycznie usuwane - nie trudźcie się ;)

Facebook

Subscribe